10 powodów, przez które X-Men: Apocalypse się się udał


Kilkanaście dni temu premierę miał kolejny film w wielologii X-Menów – X-Men Apocalypse. I niestety, nie był to dobry film. Wiele rzeczy zawiodło. Oto dziesięć moich powodów, które zepsuły odbiór tego widowiska.

10. Days of Future Past – tego nie da się tak łatwo przebić

Poprzedni film z X-Menami w roli głównej zahaczał wręcz o arcydzieło. Był ekranizacją/filmem komiksowym/blockbusterem idealnym, prawie. W tym roku dostaliśmy jeszcze Civil War, ale ta dwójka oraz filmy z Iron Manem należą wręcz do czołówki filmu (w swoim gatunku), których przebić się nie da. W związku z czym, X-Men Apocalypse musiałoby się naprawdę mocno starać, by być chociaż tak samo dobre. A wszystko to wygląda, jakby twórcy sobie odpuścili, bo wiedzieli, że tak dobrze – albo lepiej – i tak już nie będzie.

9. Apocalypse jest denerwujący. I nie straszny

W sumie, to każdy bohater albo antybohater, który ma kompleks Boga jest denerwujący. Ale Apocalypse przeszedł sam siebie. Ilość przemów na temat zmian świata, lepszej czy gorszej rasy i tym podobne dyrdymały są po prostu tak strasznie wkurzające, że po połowie filmu nie chce się już go słuchać.

Dodatkowo, jak na wroga z taką siłą i mocami, Apocalypse jest po prostu cipką. Nie jest straszny, nie budzi jakiegoś zimnego podziwu i strachu. Jest sobie po prostu, a wszyscy fani i tak wiedzą, że pewnie pod koniec filmu w jakiś dziwny sposób zostanie pokonany. Mimo, że z jego mocą nie powinien zostać aż tak łatwo pokonany.

8. CGI znów jest straszne

Nie wiem jak to jest, że w 2016 roku, przy takim zaawansowaniu produkcji filmów, komputerach itp. wciąż istnieją filmy, gdzie CGI po prostu nie wychodzi. Cała sekwencja scen pod koniec, na tym dziwnym pustkowiu, wśród tych różnych zgliszczy i ruin jest… śmieszna. Część scen aż krzyczy „jesteśmy na zielonym ekranie!”. I generalnie nie czepiałbym się, gdyby nie fakt, że jeszcze miesiąc temu premierę miał na przykład Kapitan Ameryka – Civil War, który wcale nie cierpiał z tego powodu. Wręcz przeciwnie, tam CGI było udane, wpasowane i nie rzucające się w oczy. Można? Można. Niby i tu, i tu Marvel, a jednak nie (tak wiem, X-Men to FOX).

7. Jak się ten film ma do poprzednich części?

X-Men Days of Future Past oprócz tego, że był sam w sobie znakomitym filmem miał jeszcze to coś. Coś, co łączyło tę serię wraz z wszystkimi poprzednimi filmami, tworzyło nową oś czasu i spinało całość do kupy. Wszystko stało się piękne, mieliśmy nowy początek. I teraz wyszedł X-Men Apocalypse. I klops. Gdzie teraz jesteśmy? Jak się wydarzenia w tym filmie, mają do poprzedniego? Do całej historii X-Menów? Do wszystkiego dookoła? Nie wiadomo. Znów jesteśmy w lesie i tak naprawdę nic nie wiadomo. Ot, był sobie film i tyle.

6. Aktorzy są – a jakby ich nie było

Line-up aktorski tej części jest niesamowity. Mamy Oscara Isaaca w roli głównego bad villaina, mamy Jamesa McAvoya, Jennifer Lawrence... wszyscy oni są… i tyle. Szczególnie Lawrence wydaje się totalnie nijaka, stara się i stara, ale scenariusz nie pozwala jej na nic. Po raz kolejny odtwarza rolę z Igrzysk Śmierci. McAvoy pojawia się to tu, to tam, ale tak naprawdę jakby go prawie wcale w tym filmie nie było. Scenariusz naprawdę jest zły.

5. Wahania nastrojów Magneto i wątek Magneto/Profestor X po raz trzeci

Kreacja Michaela Fassbendera to zdecydowanie jeden z najbardziej promienistych momentów tego filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że po raz trzeci mamy sytuację, w której Magneto próbuje być zły, przez moment jest zły, po czym znów Profesor X przemawia do niego i mówi mu, że jest w nim dobro. Trzeci film, trzeci raz ta sama gadka.

4. Cameo Wolverine’a było wymuszone

Scena, w której pojawia się Wolverine była strasznie wymuszona, strasznie niepotrzebne i głupia. Nie dość, że była durna to jeszcze totalnie zamieszała już i tak w zagmatwanej chronologii X-Menów. Tak jak pisałem wyżej, cały film nie pcha historii do przodu, tak ten moment jeszcze bardziej gmatwa i nie wiadomo, o co chodzi.

3. Ilość bohaterów drugoplanowych rodzi obawy

Z jednej strony bardzo fajnie, że mamy nowych mutantów, kolejne wątki są wprowadzane. Jednak zważywszy na całokształt filmu, kolejne postaci budzą obawy. Czy pojawiły się na chwile, czy kolejny film (filmy?) odpowiednio zagospodarują bohaterów przedstawionych w tym filmie? Czy ich pojawienie się było jednorazowe, jak tak to po co w ogóle ich wprowadzać?

2. Bohaterzy to debile

O ile działania tych „dobrych” są jeszcze jakoś umotywowane, to totalnie nie rozumiem dlaczego tak źle przedstawiono czwórkę pomocników Apocalypse’a. Storm jest, ale jakby jej nie było, Psylocke robi wrażenie, ale to wszystko, o Angelu w ogóle nie będę wspominać. No i Magneto, o którym pisałem wyżej. Masakra.

1. Ten mógłby nie istnieć

Mój główny problem we wszystkich wielo-logiach jest takich – czy ten film mógłby zniknąć? Bierzemy pod uwagę wszystkie film i jeśli ten film by nie powstał, to czy cała historia opowiadana przez wszystkie filmy ucierpiałaby? Całe franczyza X-Menowa nie mogłaby istnieć bez First Class czy Days of Future Past. Ale za to doskonale radziłaby sobie bez Apocalypse. Podobny problem miałem z Avengers – Age of Ultron. Poza kilkoma małymi szczegółami, drugi wspólny film Avengersów można by wywalić. Dużo bardziej ważny i „pchający” do przodu był Civil War. First Class i Days of Future Past popchało do przodu franczyzę X-Menów, Apocalypse… zatrzymało w miejscu.

Previous The Social Media Power: Jessica Mercedes, Maffashion, Littlemooonster96 i inni zbierają pół miliona w kilka godzin
Next Pokemon GO - Poradnik. Wszystko, co musisz wiedzieć