Alicia Keys – The Element of Freedom (2010), recenzja


The Element Of Freedom

Alicii element wolności

The Element of Freedom, czwarty, studyjny album w wykonaniu Alicii Keys, wielkiej, utalentowanej i wielokrotnie nagradzanej (13 Grammy!) artystki z USA. Wszystko wskazuje na to, że jej Element Wolności wcale nie przerwie tej jakże udanej passy. Nowy krążek to solidna, różnorodna i zachwycająca podróż po gatunkach muzycznych pod przewodnictwem przepięknego wokalu Alicii.

Po pierwszym przesłuchaniu nie byłem zadowolony. Szczerze, to oprócz singlowych Doesn’t Mean Anything i Try Sleeping With a Broken Heart spodobały mi się jeszcze tylko Distance and Time oraz duet z Beyoncé Put It In a Love Song. Jednak wystarczyło kilka dogłębnych i uważnych przesłuchań płyty, by dostrzec jak genialne i twórcze jest to dzieło. Pani Alicia nie osiadła na laurach. Eksperymentuje z różnymi gatunkami. Ale po kolei – rzadko to robię, ale zrobimy sobie przejażdżkę utwór po utworze.

  1. Element of Freedom (intro) – póki co, wciąż płyta As I Am ma najlepsze intro. Natomiast te ma ciekawy tekst (jako jedyne).
  2. Love Is Blind – piosenka o cierpieniu, że miłość jest ślepa. Smutna i depresyjna. Początkowo nie przypadła mi do gustu, teraz jednak ją uwielbiam. Jedna z lepszych, zyskuje po każdym kolejnym przesłuchaniu.
  3. Doesn’t Mean Anything – pierwsze odsłuchanie – co to ma być? „No One 2”? Jednak im częściej słucham tej piosenki, odkrywam, że owszem jest podobna do „No One” jednak ma tez swój urok. I nie do końca podoba mi się, że to własnie ten utwór został wybrany jako pierwszy singiel. Zdecydowanie bardziej wolałbym…:
  4. Try Sleeping With a Broken Heart – …tę piosenkę. Chyba nie potrafię stwierdzić, która podoba mi się bardziej, ale wiem, że kolejność singli wolałbym odwrotną – najpierw to, a dopiero potem DMA. Tą piosenką Alicia mnie zaskoczyła, ciekawa nowość i jakby nowy kierunek.
  5. Wait Til You See My Smile – mogłoby się zdawać, że same smutne piosenki „The Element of Freedom” będzie zawierać, ale to nie do końca prawda. Z każdą kolejną sekundą tej piosenki wydaj się, że zaraz się bardziej rozwinie i będzie coś szybsze, jednak… tak nie jest. Ma ona po prostu taki rytm aż w końcu się kończy, aż się prosi o napisanie „Wait Till You See My Smile, part II”. 😀
  6. That’s How Strong My Love Is – swoisty hymn miłości. Kilka zwrotek o tym, jak silna jest miłość. Bardzo ładnie wpasowuje się w klimat, który nadaje poprzednia piosenka. W ogóle najlepiej ta i poprzednia piosenka brzmią, gdy są obok siebie. Jedna z ładniejszych ballad na płycie jednak.
  7. Un-Thinkable (I’m Ready) – również nowy i świeży kierunek w twórczości Keys. W tle słyszymy wokal rapera Drake’a, jednak nie jest on kredytowany w tytule piosenki (niektórzy piszą ‘feat. Drake’ jednak nie jest to poprawne. Utwór podoba mi się, chociaż również najpierw musiałem się z nim oswoić, dopiero po jakimś czasie nabrał kolorów. Jeszcze lepiej brzmi na żywo (Keys wykonała go na AOL Sessions).
  8. Love Is My Disease – kolejna, jedna z lepszych ballad. Bardzo ładne słowa, zastanawia mnie czy Keys sobie tak po prostu wymyśla teksty, czy może została zraniona tak, że ją aż natchnęło?
  9. Like the Sea – i znów ballad. Znów ładna.
  10. Put It In a Love Song (feat. Beyoncé) – to przez tę piosenkę premiera płyty została przeniosiona z 1 grudnia na 15. Było warto. Prawdopodobnie jedna z najlepszych piosenek na płycie, a już na pewno najlepsza z tych szybszych. Również jedna z najlepszych kolaboracji roku. Prostota i jednoczesny urok zachwyca. Już wkrótce premiera teledysku, na który bardzo czekam. Co prawda, chętnie bym usłyszał balladę w wykonaniu Alicii i Beyoncé, jednak szybki utwór również jest niesamowity.
  11. This Bed – ten utwór nie przypadł mi do gustu. Jest szybszy niż wcześniejsze, dobrze się słucha, jednak nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia.
  12. Distance and Time – najlepsza ballada na płycie, prawdopodobnie tez najlepsza piosenka. Co tu więcej pisać, tak piękne, że trzeba posłuchać.
  13. How It Feels to Fly – piosenka bardzo w stylu Alicii. Kolejna ballada, ładna…
  14. Empire State of Mind, part II: Broken Down – część druga kolaboracji, który Alicia stworzyła z Jay-Z. W tym przypadku rappera już nie ma, a z tamtej piosenki pozostał tylko refren. Alicia napisała własne zwrotki i przerobiła piosenkę na bardziej liryczną i spokojną. Podoba mi się dużo bardziej niż projekt z Jay-Z.

Dotarłem także do piosenek bonusowych (z czego opisałem tylko część, reszta raczej nie jest godna uwagi):

  1. Though It All – dlaczego to nie znalazło się na płycie, a jest jedynie bonusem?! Świetna, szybka piosenka. Bardzo przypadła mi do gustu, bardziej niż niektóre ‘standardowe’ piosenki.
  2. Pray for Forgiveness – ballada, dołująca.
  3. Almost There
  4. Lover Man
  5. Stolen Moments – studyjna wersja piosenki, która pojawiła się na „MTV Unplugged” Alicii. Ładna. Najlepszy utwór z bonusów.
  6. Heaven’s Door

Recenzja oryginalnie opublikowana na blogu autora, unnami.eu.

Podsumowując, The Element of Freedom prawdopodobnie będzie płytą roku dla mnie, jest to wspaniały zestaw świetnych piosenek. W dyskografii Alicii plasuje się na równi z As I Am. Warto sięgnąć po tę płytę. Polecam.

Previous Scott Pillgrim kontra świat (2010)
Next Nicole 2010. Najlepsze i najgorsze filmy roku 2010 - nominacje!