Christina Aguilera – Bionic (2010), recenzja Łukasza Mantiuk


Recenzję Bionica już pisałem. Zaraz po premierze krążka, który pokochałem od razu. Od pierwszego przesłuchania. Co zmieniło się przez dwa lata? Nic, nadal geniusz.

Już w przypadku Back to Basics pisałem, że Aguilera popełniła arcydzieło. Zuzanna też chwaliła. Potem Filip pisał, jak bardzo podoba mu się Bionic. Posypało się dziesiątki. Oto następna. A mogę dać 11?

„You Only See What You Want” – Birds of Prey

Niedawno – podczas promocji Lotusa – Christina stwierdziła, że Bionic wyprzedał swoją epokę i dlatego nie został doceniony przez krytyków i część fanów. Trele morele, pieprzenie o Szopenie. Raczej taka próba zatuszowania porażki finansowej. A ta miała miejsce dlatego, że dobrano złe single, promocja była zbyt słaba, teledysk do Not Myself Tonight był zbyt… za bardzo… No wiecie. Trochę przesadziła. No i jeszcze porównania z Lady Gagą, to też nie pomogło. Gdyby rozegrano to trochę inaczej, krążek na pewno poradziłby sobie odrobinę lepiej. Tymczasem doceniła go jedynie część fanów – w tym ja. Kocham go.

Album zabiera całą paletę utworów począwszy od popu (Glam), latino popu (Desnudate), poprzez odważne romanse z elektroniką (Bionic, Not Myself Tonight) aż do ostrego bara bara z elektroniką (Elastic Love, Bobblehead). Krążek pełen jest również emocjonalnych ballad z singlowym You Lost Me na czele, znany z Hope for Haiti Lift Me Up aż do niesamowicie emocjonalnego Stronger Than Ever. Jest też Monday Morning – ukłon w stronę lat wcześniejszych (nigdy nie wiem, których – 60-tych, 70-tych czy jeszcze innych). Jest też Birds of Prey, którego nijak idzie zaszufladkować gdziekolwiek. No chyba, że do określenia: magia.

Starmaking

Na tym krążku Christina postawiła na odwagę – jeszcze większą niż przy przechodzeniu ze Stripped na Back to Basics. Zaangażowała mnóstwo producentów i gwiazd, z którymi nie wszyscy właśnie współpracowali i którzy wcale nie byli na topie. Nie wzięła Maxa Martina czy Darkchilda. Ich miejsce zajęli m.in. Tricky Stewart (ok, on był akurat na topie), Polow da  Dona, Le Tigre czy The Real Focus… Współpracowała również z M.I.Ą., Sią Furler (która dopiero zaczynała być sławną autorką tekstów), Nicki Minaj (która dopiero zaczynała duetować ze wszystkimi) czy jak zawsze Lindą Perry.

Tu trzeba się zatrzymać przy nazwiskach Furler i Minaj. Christina jako jedna z pierwszych doceniła ich talenty i zaprosiła do współpracy. Przed Aguilerą Minaj miała na koncie zaledwie 3-4 inne duety, mniej znane. Oczywiście nie wybiła się dzięki tej piosence, nie mniej jednak trzeba to zauważyć. Inaczej jest w przypadku Sii Furler. Mimo wydania wcześniej czterech studyjnych albumów, to dopiero współpraca z Christiną dała jej światowy rozgłos. Inne gwiazdy zaczęły do niej wydzwaniać i prosić o napisanie tekstów. Potem z Guettą stworzyła Titanium i tak to się zaczęło…

„Are you ready, ready, ready to go-g-g-go?” – Bionic

Wracając do Bionic. Oprócz trzech intro tylko jeden utwór tak naprawdę nie przypadł mi do gustu – jest to Sex for Breakfast. Resztę wielbię w niebiosa. Jakbym miał stworzyć TOP 20 utworów wszech czasów w moim odczuciu to śmiało mogę powiedzieć, że kilka z Bionica by tam było – na pewno Birds of Prey – kompozycja najlepsza pod każdym względem na Bionic, ale i w karierze Aguilery. Dodałbym również najlepszą balladę z tego albumu – Stronger Than Ever oraz dwie inne – Lift Me Up i You Lost Me. Wychodząc z TOP 20, a przechodząc do Bionic – uwielbiam Desnudate i Prima Donnę, cenię Bionic za ekstrawagancję, Not Myself Tonight za bycie po prostu przebojowym i w końcu Vanity za całe to wariactwo i mnóstwo sampli włączając do melodyjkę ze ślubu oraz synka Christiny. Nie widzieć (no dobra, wiem, ale o tym za chwilę) najlepsze utwory są w wersji Deluxe Edition jako bonusy. Wliczają się w to Birds of Prey, Stronger Than Ever, swobodne Monday Morning, urocze Little Dreamer i szaleńcze Bobblehead. Brakuje mi kolejnych przymiotników na opisanie tego albumu, ale on naprawdę taki jest – trudny do opisania, łatwy do pokochania.

„So terrified to fail” – Stronger Than Ever

Ten album był pierwszy, przy którym zaczęło się sypać. Christina chciała postawić na swoim, wytwórnia chciała postawić na swoim, powstało to co powstało. Oryginalnie utwory z bonusa – a przede wszystkim Birds of Prey będące wynikiem współpracy z Ladytron miało być na wersji standardowej krążka – baa! – Christina chciała wydać to jako singiel. Z Ladytron Christina stworzyła więcej utworów, w tym Kimono Girl, o którym mówiła wiele dobrego, a którego nigdy nie poznaliśmy. Sam zespół również odciął się od tego wszystkiego i stwierdził, że winę za klęskę albumu ponosi wytwórnia. Christina miała wizję, chciała dobrze, ale oczywiście wytwórnia musiała wsadzić w to swoje ręce. Części utworów – tych, które są na albumie – miało nie być, a zastępować je miały inne, w klimacie Birds of Prey. Tak się nie stało, bo wytwórnia była się, że to się nie sprzeda. Mają za swoje. Szkoda Christiny.

Dwa lata później, w 2012, Christina tworzy Lotus, z Maxem Martinem i czołowymi producentami i krążek też wcale nie odnosi spektakularnego sukcesu. Mam nadzieję, że przez to za dwa-trzy lata poznamy album, który w całości będzie taki, na jaki ochotę będzie miała Christina. Tymczasem, włączam przegenialnego Bionica. Moje marzenie: cały album w klimacie Birds of Prey albo Back to Basics Part 2. Cokolwiek z tego – będzie super. Coś innego – i tak przecież wchłonę to w całości. Christina zawsze tworzy coś wyjątkowego.

Previous Christina Aguilera - Back to Basics (2006), recenzja Łukasza Mantiuk
Next Christina Aguilera i Cher - Burlesque: Original Motion Picture Soundtrack (2010), recenzja Łukasza Mantiuk
  • Michał Korkosz

    Widzę że piszesz recenzje starych albumów Augilery. Może napiszesz recenzje albumów Gagi?

  • Album poniekąd zaciekawił mnie okładką więc brnąłem w niego dalej 😀 Słuchając „Not Myself Tonight” w polskich rozgłośniach radiowych zaciekawiłem się Aguilerą 😀 Przygodę z Baby Jane w sumie zacząłem od końca i w sumie od „najsłabszego albumu” Nie żałuję! Bionic jest genialny! Słuchając utworu „Bionic” inni mówili – „czego Ty słuchasz?” Jak czego? Christiny Aguilery! 😀 „You Lost Me” to po prostu kunszt jej wokalu! „Desnudate” wprowadza nas w taki imprezowy klimat. Zawsze jak wracam do tej piosenki to aż mi się tańczyć chce 🙂 Bionic Intro jest najsłabszym Intrem ze wszystich Jej albumów (pomysł piosenek – intro na każdym albumie był strzałem w dziesiątkę!) Teraz pozostaje mi tylko zakup edycji DeLux 😀 Polecam polecam i polecać będę 🙂