Oficer policji Los Angeles trafia na ukrywaną przez lata informację, która może pogrążyć resztki społeczeństwa w chaosie. Odkrycie prowadzi go do poszukiwań Ricka Deckarda, byłego łowcy androidów, który zaginął trzydzieści lat temu.

Oczywiście spadnie na mnie teraz fala krytyki, ale nie oglądałem pierwszego Blade Runnera. Obejrzałem go przed tym filmem i nie spodobał mi się. Był dziwny. Po obejrzeniu Blade Runnera 2049 mam podobne zdanie o tym filmie. Nie wiem do końca, jak odnieść się do tego, co zobaczyłem.

Było to długie, było to ładne wizualnie, po seansie mam świadomość, że obejrzałem coś dobrego. Jednocześnie mam wrażenie, że ten film mógł być krótszy, dynamiczniejszy, lepszy. Nim ktokolwiek zacznie rozmawiać, najpierw mamy przydługie, żmudne (ale piękne) ujęcia. Gdyby je uciąć o połowę, byłoby lepiej. Niestety, w kinie pojawiały się chwile znużenia, znudzenia.

Moja ocena wydaje się być wysoka, bo nie był to zły film, był to film specyficzny, dobry. Mam wrażenie, żę podobnie jak jego pierwowzór, zostanie doceniony dopiero po latach. Niekoniecznie przeze mnie.

Obejrzane w kinie