Bruno Mars – Unorthodox Jukebox (2012), recenzja Łukasza Mantiuk


Nie ma zbyt wielu dobrych mężczyzn w światowym showbiznesie. Solowych – nie mówię tu o liderach zespołów. Praktycznie świat zdominowany jest przez potężne damskie wokale. No bo przecież nie będziemy do tych dobrych zaliczać Justina na B. Ten drugi – świetny Justin na T. – woli grać w filmach. Jeśli już jednak szukamy wartościowych artystów płci męskiej, to gdzie bardzo bardzo na początku jest Bruno Mars.

Pojawił się zaledwie dwa lata temu wydając solowy album Doo-Wops & Hooligans. I to pojawił się nie byle jak, Just the Way You Are oraz Grenade to jedne z największych przebojów 2010 roku. Oba spędzały długie tygodnie na szczycie Billboard Hot 100 i wielu innych światowych list przebojów. Krążek ten w całości mnie jakoś nie powalił na kolano, ale wspomniane dwa utwory, a także Marry You i Runaway Baby uwielbiam. Teraz Bruno po dwóch latach powraca i przedstawia nam Unorthodox Jukebox. Jest lepiej.

Pierwszy singiel – Locked Out of Heaven – był bardzo typowy dla niego, swobody, frywolny, zabawny. Podobał mi się, chociaż na usta ciśnie się komentarze „Just the Way You Are to to nie jest”. Potem pojawiły się młode dziewczęta (Young Girls). Było lepiej, zdecydowanie lepiej. Trzecim promocyjnym singlem zostało Moonshine – oszalałem – a czwartym ballada When I Was Your Man – oszalałem po raz drugi.

Oto poznałem cztery utwory z tego krążka i śmiało mogłem powiedzieć – będzie rewelacyjny. Bruno niestety się nie wysilił i nagrał jedynie dziesięć utworów. Szkoda, bo liczyłem na więcej. Cała dziesiątka jednak jest znakomita, każdy utwór jest inny, każdy ma coś w sobie. Wspomniane Moonshine to zdecydowanie najlepszy utwór z tego albumu, na myśl przychodzą dokonania Michaela Jacksona, a najwięksi fani Bruna już nazywają go nowym Królem Popu. Wspomniana ballada, jak i drugi singiel Young Girls również trafiają bezpośrednio do mojego odtwarzacza. Lekko średnie jest Gorilla, za to nadrabia Natalie. Ciarki przechodzą również przy słuchaniu If I Knew (który jest stanowczo za krótki!). Jedyny utwór, który tak naprawdę w ogóle nie przypadł mi do gustu to Show Me. Ale to prawdopodobnie dlatego, że cały gatunek reggae jakoś nie trafia w moje uszy.

Jeszcze przed nagraniem tego krążka szefowie z wytwórni do której należy Bruno powiedzieli mu, aby znalazł sobie jeden gatunek, określił się kim jest i jakim chce być artystą. Bruno powiedział: nie. Tym albumem jednoznacznie pokazuje im środkowy palec. Jest tutaj wszystko począwszy od popu, po frywolny powrót do retro (Treasure!), trochę rocka, trochę soul, trochę reggae. Bruno nie chce jednoznacznie zamykać się w jakieś klamerki, bo i po co?

Bruno Mars nie poszedł w ślady Nicki Minaj – nie nagrał 22 utworów, gdzie tylko część z nich jest fajna, gdzie każdy fan znajdzie dla siebie coś, ale całościowo jest średnio. Nie poszedł w ślady Leony Lewis czy Christiny Aguilery i nie nagrał 14-15 utworów, gdzie większość z nich jest świetna. Bruno Mars nagrał dziesięć świetnych, perfekcyjnie dopieszczonych i wymuskanych kawałków, gdzie każdy może stać się wielkim przebojem. I pewnie tak będzie, bo Locked Out of Heaven już czyha na Diamonds Rihanny przesiadując na drugim miejscu Billboard Hot 100. To naprawdę dobry album i warto go posłuchać, pokochać, mieć. Na pewno będzie wysoko we wszelakich podsumowaniach roku 2012. W moim również.

Bruno_Mars_Unorthodox_Jukebox

Previous Dziedzictwo Bourne'a (2012)
Next Oscars Featurette 2013, Przewidywania - film, reżyser, scenariusze, cz. 1 (7/11)
  • Fizzz

    Szkoda, że nie dałem rady ocenić tej płyty 🙁 Muszę wreszcie po nią sięgnąć. Wydaje mi się jednak, że będzie to jeden z lepszych krążków tego roku. Moonshine, Young Girls <3
    Poprzedni krążek średni z kilkoma lepszymi momentami. Za to nie cierpię… "Just the Way You Are" i "Grenade" ^^

  • Nie mogę znieść jego głosu więc nie prędko sięgnę.  „Lockes out odf heaven” jest straszne.