Pracujący za granicą Adam niespodziewanie wraca do rodzinnego domu na Boże Narodzenie. Nikt z krewnych nie spodziewa się, jak wielki wpływ na ich życie będą miały dalsze wydarzenia wigilijnej nocy.

Ja nie jestem wielkim fanem polskiego kina i to wiadomo nie od dziś. Jednak na seans Cichej nocy namówiła mnie przyjaciółka, poza tym zapowiedzi wydawały się w miarę ok. Po seansie wyszedłem w lekkiej nostalgii, ale z poczuciem, że obejrzałem dobre, polskie kino. Nie bez przyczyny film Piotra Domalewskiego został obsypany nagrodami (Złote Lwy: najlepszy film i najlepsza rola męska dla Dawida Ogrodnika – zdecydowanie zasłużona!).

Najbardziej dobijającym, a jednocześnie przekonywującym i urealistyczniającym ten film faktem jest to, że tak rzeczywiście jest. Ukazany fragment z życia polskiej rodziny to nie jest jakieś fabularne widzimisię czy wymysł Domalewskiego (reżyser i scenarzysta w jednym). Sam wiem, że tak naprawdę wygląda Wigilia w wielu polskich domach, tak wyglądają owe domy, owe rodziny. Wszystko tu zostało oddane bardzo realnie – począwszy od matek i ciotek, które same muszą uporać się z zorganizowaniem świąt aż po młodzież siedzącą w telefonach nieprzerwanie.

Sam sobie jestem winien, że bez przerwy narzekam na polskie kino – ale to też ja wybieram do oglądania Botoks i Planetę Singli zamiast Ostatniej rodziny czy filmów Wajdy. Obiecuje, że się poprawię!

[review]
Obejrzane w kinie