Krążek francuskiego duetu to jeden z najbardziej oczekiwanych albumów roku 2013. Nie był takowym przed wydaniem Get Lucky. Wszyscy widzieli, że panowie coś tam wydadzą, ale czekali najwierniejsi fani. Gdy światło dzienne ujrzało Get Lucky z Pharrellem Williamsem – wszyscy oszaleli.

Nie mogę powiedzieć, że znam twórczość Daft Punk od A do Z. Owszem, słyszałem i lubię wiele ich utworów, ale to głównie te singlowe, nikt nie sięgałem po całym album. Zmieniło się to dwa lata temu przy okazji ścieżki dźwiękowej do filmu Tron: Dziedzictwo. Tamta muzyka mnie urzekła. A jak jest z nowym albumem?

Przede wszystkim album jest spójny. Daft Punk poszło swoją własną drogą – nie ma tu podążania za trendami, nie ma najnowszych wymysłów komputerowych. Jest pójście w stronę retro disco, ukłon dawnym czasom.

[divider]

Wielu nowych fanów – tych po Get Lucky – twierdzi, że album jest nudny, jednostajny i jedynie Get Lucky wyróżnia się tutaj spośród 14 kawałków. Nie, nie, nie zgodzę się. Dużo bardziej podoba mi się na przykład Lose Yourself to Dance – notabene również z genialnym Pharrellem (to jest zdecydowanie jego rok!). Mnie również urzekł utwór otwierający album – Give Life Back to Music, Fragments of Time jak również Instant Crush z Julianem Casablancasem z zespołu The Strokes. Ten ostatni przypomina mi lekko twórczość włoskiego DJ-a – Gigi D’agostino. Kojarzycie go wszyscy z kawałka Bla Bla Bla, mnie natomiast Instant Crush kojarzy się z przepięknym La Passion. Ale to dobre porównanie, nie zarzut. Urzekła mnie również elektroniczna ballada – Within. Spokojne, chilloutowe, piękne.

Oczywiście, nie jest tak, że chłonę ten album w całości – nie rozumiem popularności utworu Giorgio by Moroder – byłby fajny, gdyby nie to gadanie przez cały utwór. Nie podoba mi się również Touch i Doin’ It Right. Lekko przekombinowane.

[divider]

Daft Punki stworzyli świetny, oderwany od aktualnej rzeczywistości album. Bardzo dobrze, że nie stworzyli typowego [tooltip text=”EDM” gravity=”nw”]Electronic Dance Music[/tooltip], które teraz rządzi na listach. Nie ma tutaj nudnej łupanki czy coraz to wymyślniejszych „młynków” zajmujących pół piosenki. Jest chillout, dużo retro, umiejętnie i inteligentnie wymieszane z przebojowością i powodowaniem zachwytu u słuchacza. To naprawdę bardzo dobry album.

[divider]