Ed Sheeran – x (2014), recenzja


Pierwsza płyta Eda Sheerana przeszła w moim muzycznym świecie bez echa. Po jakimś czasie pokochałem jedynie Give Me Love. W przypadku drugiej jest już inaczej. Od premiery Sing czekam na nią i czekam. Doczekałem się. Wow. Jest pięknie. Album roku? Close.

Myślałem, że ten rok będzie słaby muzycznie, a album roku będzie wybrać bardzo łatwo. Nie mniej jednak im bliżej końca, tym gorzej. Pojawiają się kolejne krążki i kolejne są genialne. Tak jest na przykład z najnowszym albumem Eda Sheerana. Wydawnictwo ma tytuł x, co oznacza znak mnożenia, a nie dziesiątkę po rzymsku. Dziesiątkę jednak mogłoby to oznaczać, ponieważ ogólna ocena tego krążka jest bardzo bliska 10/10. Ale do tego dojdziemy.

I’m not a rapper, I’m a singer with a flow

Krążek jest zupełnie inny od debiutu Sheerana. Tam było pełno ballad, mógłbym nawet powiedzieć, że monotonii. Tutaj jest inaczej. Co prawda temat miłosny i przewodni jest podobny, to różnorodność w rytmach, produkcji i melodiach jest znaczna. Bo z jednej strony są ‚sheeranowe’ ballady jak Afire Love czy One, z drugiej jednak strony jest zabawne Don’t, wesołe Thinking Out Loud czy… The Man, gdzie Ed rapuje! Cała piątka wymienionych tutaj przeze mnie utworów należy do ścisłej czołówki tych, które lubię. Jest jeszcze zwariowane I’m a Mess, które samo w sobie jest trochę takim szalonym messem (pol. bałagan) – jednak w pozytywnym znaczeniu, to również jeden z lepszych utworów.

[divider]

Zaangażowanie Pharrella Williamsa przy produkcji albumu ma same plusy. Na sam początek powstało przegenialne Sing, które już powinno szturmować listy przebojów, a radzi sobie co najmniej dobrze. Szkoda, bo ten utwór ma potencjał, jest znakomity, świetnie zaśpiewany i wpadający w ucho. Uwielbiam go. Na krążku jest jeszcze Runaway, które również współtworzył Pharrell. Jest równie dobre, choć mniej przebojowe.

[divider]

Don’t fuck with my love

Zaczarował mnie również klimatyczny i lekko mroczny utwór Bloodstream. To zupełnie nowe dźwięki w karierze Eda. Wyróżniając trzy najlepsze piosenki – bo tak sobie ubzdurałem – na piedestały wynieść trzeba cudowne, przepiękne i poruszające Afire Love. Nic dodać, nic ując, włączcie, a sami zrozumiecie. Potem Thinking Out Loud – wesoła, bajecznie romantyczna piosenka. Nadawałaby się na pierwszy taniec na weselu czy tego typu spędy. I w końcu singlowe Sing, które jest tak dobre, że nie trzeba za bardzo się produkować na jego temat. Ed + Pharrell = dla mnie połączenie idealne. Dalej mógłbym dopisywać piękne Photograph, swobodne Nina czy szalone Take It Back. Krążek jest pełen takich ‚jamów’.

jam
a song that a person is particularly fond of, sometimes to the point of being their personal anthem or theme song. derived from the expression „jamming out”.
„say mang, turn the radio up, this is my jam!”

[divider]

Cała płyta jest bardzo różnorodna, a jednocześnie spójna i charakterystyczna. Wszystko przez znakomity i rozpoznawalny wokal artysty. Warto też podkreślić, że wszystkie teksty Ed napisał sam, jedynie w niektórych ktoś mu pomagał. Podobnie było w przypadku produkcji. Krążek jest ‚jego’, jedynie wybrani ludzie dorzucali coś od siebie. Wydawnictwo x to album całkowicie Sheeranowy, bez tabunu twórców tekstów i produkcji, całe to dobro, które słyszymy, stworzył on sam. Co za geniusz!

[divider]

Previous Laureaci Oscarów 2014... i Leonardo DiCaprio
Next 74 rzeczy, których nie ma w The Sims 4 (a były w poprzednich częściach)