Enej – Folkhorod (2012), recenzja Łukasza


Marta napisała recenzję z punktu widzenia osoby, która chciałaby zrozumieć fenomen Eneja. Ja napiszę recenzje z punktu widzenia fana, który znał ten zespół jeszcze na długo przed wygraniem jakiegokolwiek programu muzycznego w Polsacie.

Enej poznałem jeszcze zanim nawet wydali swój debiutancki album – Ulice. Kiedy to w sieci krążyły ich kawałki demo takie jak Komu czy Żyj. Była też oczywiście nieśmiertelna Kortowiada, a właściwie jej hymn. To właśnie na Kortowiadze poznałem ten zespół, później na zwykłym koncercie – wszystko dzięki temu, że oni są z Olsztyna i ja tam mieszkałem 4 lata. I niestety, z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że Ulice to wciąż ich najlepszy album.

Zdenerwowali mnie tym albumem – Folkhrodem. Od zawsze kręcili się wokół ten cienkiej granicy pomiędzy ciekawym folkiem, a folkiem weselnym, skocznym i po prostu kiczowatym. I na krążku Folkhorod tę granicę właśnie przekroczyli. Ich muzyka stała się zbyt nachalna, zbyt nijaka i zbyt weselna. Na poprzednich albumach – a szczególnie na Ulicach – elementy folklorystyczne, elementy ludowe czy ukraińskie były jedynie dodatkiem, ciekawym urozmaiceniem. Trzeci studyjny krążek niestety zdominowały w całości.

Brakuje mi takich utworów jak chociażby Kuba Gang, Hermetyczny Świat czy Taki kraj. Ze świecą również szukać tutaj czegoś na kształt utworu Ulice z pierwszego krążka czy niesamowitej, olsztyńskiej Coppernicany z drugiego albumu. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że album Folkhorod jest niczym Skrzydlate ręce pomnożone razy trzynaście. Wszystkie utwory są na to samo, jedno kopyto i naśladują właśnie ten przebój (i Radio Hello, którego to następcą są Skrzydlate ręce). No dobra – nie trzynaście razy. Wyjątkiem jest United – nietrafiona kompozycja z Afromentalem – również olsztyńskim zespołem. Połączenie folku z zadziorem i rockowością Afromentalu jest koszmarna. Jest to chyba zdecydowanie najgorszy kawałek tego albumu.

Nie będę tak cały czas narzekał – są utwory, które da się słuchać i są znośne. Zaliczyć do nich mogę Tak smakuje życie – które poznałem już w wersji koncertowej i które wtedy brzmiało lepiej. W wersji studyjnej niestety dodano za dużo upiększaczy i ozdobników (folkowych). Lili również wykonywane było na koncertach i również było lepsze – ale wciąż jest znośne. Znośna jest również Symetrycznoliryczna. Perełką i nadzieją, że jeszcze coś w tym zespole jest jest utwór Żyje się raz. Przypomina mi on tak lubiane przeze mnie kompozycje „zaangażowane” z poprzednich płyt czyli Hermetyczny świat i Taki kraj.

Kayah i Bregović jak również zespół Zakopower pokazali, że muzyka ludowa, folkowa i wszystko w tym klimacie może być dobre, a nawet bardzo dobre (szczególnie Kayah i Bregović, stworzyli klasyk). Enej pokazał, że potrafi grać świetną muzyką i tworzyć świetne kompozycje – za równo w warstwie budowy jak i warstwie tekstowej (Taki kraj, Hermetyczny Świat). Niestety, wygrana w Must Be the Music oraz wielki sukces komercyjny sprawił, że się zepsuli. Albo oni, albo wytwórnia – ktoś kazał im nagrywać to, co dobrze się sprzedaje, a nie to na co mają ochotę. A szkoda, bo wciąż mam do nich tuziny sympatii.

Previous Oscars Featurette 2013, Filmy - część 4 (4/11)
Next Oscars Featurette 2013, Filmy – część 5 (5/11)