Faceci w czerni (1997) / Faceci w czerni II (2002)


Faceci w czerni” to historia tytułowych facetów, którzy są agentami rządowej organizacji. Okazuje się, że obcy są wśród nas tylko noszą „kostiumy” dzięki którym wyglądają jak ludzie. Owa organizacja rządowa (nazwana po prostu Men in Black – MiB) kontroluje wszystkich przybyszów z kosmosu i to, żeby zachowywali się odpowiednio, a ludzi nie mieli pojęcia o ich istnieniu. Filmy powstały na podstawie komiksów Marvela.

Faceci w czerni (1997)

W pierwszej części jesteśmy dopiero wprowadzani w ten świat – razem z nowym agentem, policjantem Jamesem Edwardsem (Will Smith). Zostaje on powołany do MiB przez Agenta K (Tommy Lee Jones). Pierwsze, wspólne zadanie panów nie będzie proste. Otóż na Ziemię przybył „robal” w poszukiwaniu czegoś, co nazywa się Galaktyką.

Historia jaka jest to wszyscy wiedzą. Ogląda to się z uśmiechem na twarzy i z pewną nostalgią – przynajmniej ja tak mam. Gdy pierwszy film pojawił się w kinach miałem osiem lat, obejrzałem go dopiero kilka lat później jak trafił do telewizji (Polsat bodajże?). Wtedy za pewno nikt na nic nie narzekał, ale dzisiaj nie da się nie dostrzec tych słabych efektów specjalnych. Ale w tym urok oglądania filmów np. z lat 90-tych.

Na plus zdecydowanie trzeba zaliczyć przeróżne smaczki i puszczanie oka do widza jak np. Elvis Presley i tekst: nie umarł, wrócił na swoją planetę.

Moja ocena: 7/10

Faceci w czerni II (2002)

Druga część jest bezpośrednią kontynuacją jedynki. Na Ziemię przybywa kolejny kosmita, który przybiera wygląd pięknej modelki z magazynu (Lara Flynn Boyle). Serleena bo tak nazywa się owy kosmita przybył na naszą planetę po Światło Zarthy, które może dać niezmierzoną moc. Faceci w czerni natomiast muszą owe Światło oddać jego właścicielom czyli Zartharom. Ci grożą, że jak tak się nie stanie to zniszczą owe Światło – a możliwe będzie to jedynie niszcząc całą planetę, ponieważ nie wiedzą gdzie znajduje się ich własność. Agent J ma problem ponieważ jedyną osobą, która wie, gdzie jest Światło Zarthy jest Agent K – a temu wymazano pamięć i teraz – jako Kevin Brown – pracuje na poczcie.

Trochę to dziwne było, że owa Serleena na okładce zobaczyła Liv Tyler, a zmieniła się w inną postać. Ale ok. Poziomem ta część dorównuje pierwowzorowi, natomiast ciekawi mnie jeden fakt – zakończenie. Było ono dosyć zaskakujące, a teraz w kinach mamy część trzecią (idę do kina wkrótce) i jestem ciekaw czy to zostanie pociągnięte dalej czy poznamy zupełnie nową historię. Reżyser w końcu został ten sam.

Nie mniej jednak wciąż ogląda to się dobrze – ale efekty nadal złe. 2002 rok to chyba już było lepiej z tym, co? A początkowa sekwencja nadal bardzo uboga. No nic – odświeżyłem sobie te dwie części przed pójściem na najnowszą odsłonę przygód Facetów w Czerni. Polecam, mi się bardzo podoba – wciąż po tylu latach nie straciło na wartości i humorze.

Previous Mroczne cienie (2012)
Next Haley Reinhart - Listen Up! (2012), recenzja
  • Jeżeli chodzi o Facetów w czerni to widziałem tylko pierwszą część i to dosyć dawno temu. Nie do końca pamiętam fabułę tego filmu ale to co robiło na mnie wrażenie to bardzo fajne efekty specjalne. Kosmici byli zrobieni naprawdę bardzo solidnie i pomysłowo. Dodatkowo, świetnie dobrani aktorzy Tommy Lee Jones i Will Smith, podbili ocenę o oczko wyżej.

  • Świetna obsada. Dobry humor. Wciągający film. Kolejne z serii także. Moja ocena byłaby o stopień wyższa. Lekkie kino na niedzielne popołudnie.