Halina Mlynkova – Po drugiej stronie lustra (2013), recenzja


Kim jest Halina (kiedyś Halinka) Mlynkova nikomu nie trzeba mówić. Kiedyś wokalistka zespołu Brathanki, od kilku lat próbuje swoich sił solowo. Na swoim koncie ma album Etnoteka, który nie przebił się do świadomości statystycznego Polaka. Czy jej drugie wydawnictwo – Po drugiej stronie lustra – będzie sukcesem? Moim zdaniem powinno, bo jest interesujące i zasługuje na uwagę.

Mlynkova promując swój najnowszy album wspominała, że jest on inspirowany muzyką irlandzką. Słuchając krążka za pierwszym razem zdałem sobie sprawę, że pani Mlynkova nie żartowała. Tu jest naprawdę dużo Irlandii. Jednak moją uwagę przykuło jeszcze coś – tu są Brathanki. Mimo, że za produkcję albumu odpowiada Leszek Wronka, który ze wspomnianym zespołem nie miał nic do czynienia, a za teksty odpowiada i on, i Mlynkova, to ja w niektórych kawałkach słyszę dawne, dobre Brathanki. Halina (skoro nie Halinka, to może powinienem już tytułować Pani Halina?) zrobiła nam psikusa i z elementami i instrumentami z Irlandii zmieszała dawnego ducha zespołu, dzięki któremu stała się rozpoznawalna. I za to wielbię ją, album lubię.

[hr align=”center”]

Etnoteka wydana dwa lata temu kompletnie mi się nie podobała. Była jaka była, jednak w mój gust nie trafiła. Mimo to, zawsze miałem, mam i pewnie będę miał mnóstwo sympatii do Mlynkovej. Pewnie dlatego, że Brathanki to trochę zespół mojego dzieciństwa, a jak wiadomo bardzo chętnie wracamy do dzieciństwa.

Krążek rozpoczyna się magicznym i tajemniczym prologiem – tak samo też i się kończy. Bardzo ciekawy zabieg, a same kawałki zachwycają. Potem mamy singiel Aż do dna, który jest sympatyczny i ma szansę zostać przebojem w rozgłośniach radiowych. Spośród piosenek, które zachwyciły mnie najbardziej mamy balladę Ostatni raz, gdzie zachwyca wokal Mlynkowej oraz utwór Chłopak z naręczem gwiazd, który najbardziej zawiązuje do starych Brathanek, a jednocześnie pokazuje nową, lepszą Halinę. To naprawdę udane połączenie wielu rytmów muzycznych, bogata instrumentalistyka i ciekawy wokal.

Mlynkova zdecydowanie najlepiej – moim zdaniem – odnajduje się w utworach mrocznych, wolnych czy też nastrojowych – zdecydowanie udowadnia to wspomniana już ballada Ostatni raz oraz bardzo subtelne i liryczne Bóg tu zmarł, które również bardzo lubię. Ciekawa jest również Zjawa oraz następujący po niej Deszcz. Cały album to naprawdę świetne, zjawiskowe wydawnictwo na rynku muzycznym. Mlynkova zaszalała – użyła mnóstwo instrumentów, pożyczyła mnóstwo elementów z innych krajów, głównie znakomitej Irlandii. Zmieszała to wszystko z polskością, swoim znakomity wokalem, a całość okraszyła szczyptą Brathanek. I mimo, że z krążka można by było usunąć niektóre kawałki – m.in. Nie pragnij mnie, które jest małym koszmarkiem czy Choć masz duży nos z banalnym tekstem, to jednak całe wydawnictwo jest na plus.

Po drugiej stronie lustra to album, któremu musicie dać szansę i posłuchać go przynajmniej ze dwa razy. W dobie tajemniczego Dawida Podsiadło, skocznego Eneja i naśladujących go Piersi, łemkowskiego LemONa i półnagiej Eweliny Lisowskiej – Mlynkova postawiła na jeszcze inną kartę, jeszcze inny rodzaj muzyki, rytmów i przekazu. Moim zdaniem czegoś takiego brakowało na naszym rynku, jest to ciekawa perełka, z którą warto się zapoznać. Wiadomo, nie zachwyci wszystkich, jednak zdecydowanie jest to ciekawy album-zjawisko.

[schema type=”review” url=”All About Music” rev_name=”Halina Mlynkova – Po drugiej stronie lustra” author=”Łukasz Mantiuk” user_review=”80″ min_review=”1″ max_review=”100″ ] [divider]

po drugiej stronie lustra

Previous Céline Dion – Loved Me Back to Life (2013), recenzja
Next Dźwięk 5.1 w Spotify