John Newman – Tribute (2013), recenzja


Johna Newmana wszyscy poznali i pokochali po kolaboracji z Rudimentalem, Feel the Love. Ja osobiście zainteresowałem się nim (muzycznie) dopiero po premierze singla Love Me Again. Wydał mi się ciekawy, interesujący i nowatorski. Teraz światło dzienne ujrzał jego debiutancki album, Tribute. Czekałem na niego z zaciekawieniem.

John Newman pojawił się znikąd. Nie potrzebował żadnego programu typu talent show, żadnego skandalu. Wystarczyła jedna, udana kolaboracja z innymi debiutującym zespołem i oto jest. Świat zainteresował się panem o jakże pospolitym nazwisku. I bardzo dobrze. Bo tenże pan jest genialny. Po raz kolejny Wielka Brytania pokazuje jak wspaniałych muzyków ma u siebie.

Dwa single promujące album, Love Me Again oraz Cheating, są znakomite. Po tak świetnym starcie, jak dobry może być ten album? Okazuje się, że może być fantastyczny. Każdy – dosłownie każdy – utwór mnie zachwycił. Jedenaście utworów na wersji standardowej oraz trzy dodatkowe na deluxie – czternaście fantastycznych piosenek.

Przez cały album przewija się oczywiście temat miłości. W singlach słyszymy nutkę złości, nostalgii, negatywnych uczuć. Ta idea dominuje na albumie, jednak nie jest do końca tak negatywnie. Wspaniałym dopełnieniem wydawnictwa są utwory, które nazwałbym optymistycznymi. Gold Dust wybrany na kolejny singiel – jeden z najlepszych albumów na Tribute. Fantastyczny i frywolny kawałek. Wersję standardową zamyka utwór All I Need Is You, najbardziej optymistyczny i pełen nadziei utwór na płycie.

Newman w całości stworzył ten z dwójką innych osób – Ant Whiting oraz Steve’m Bookerem. To ta trójka odpowiada za brzmienie, produkcję i teksty debiutanckiego krążka Brytyjczyka. W niektórych kawałkach pomagały im inne osoby, jednak widać, że od A do Z Newman wiedział co chce nagrać, co zaśpiewać i jakie teksty stworzyć. Czuć spójność na tym wydawnictwie. Temat miłości jest wyeksponowany i przedstawiony w każdym możliwym aspekcie – negatywnym i pozytywnym oraz wszystko, co po środku.

Zwykle recenzując jakiś krążek wypadałoby wskazać kawałki, które podobają się recenzentowi najbardziej. Nie pierwszy raz mam tak, że ciężko mi zdecydować. Ten album jest po prostu znakomity. Cudowny początek w utworze Tribute, mocne uderzenie w Love Me Again, pełne nadziei Losing Sleep, nostalgiczne Try, cudowna ballada Out of My Head. I tak dalej, i tak dalej… Gold Dust to najlepszy wybór na singla zdecydowanie, po nim mamy Goodnight Goodbye – lekko nawiedzone i mroczne; All I Need Is You pełne miłości.

Oddzielny akapit poświęcę wersji Deluxe. Trzy zawarte tam utwory są inne od siebie, a jednocześnie tak bardzo świetne. Down the Line to urocza ballada, pełna oddania, troski – trochę jak hymn do drugiej osoby. Pełna nadziei prośba – bądź tam, po drugiej stronie. Nothing to zabawny utwór w swojej budowie, jednak tekst ma również świetny – nie ma niczego, czego nie zrobiłbym dla Ciebie. Czyż to nie świetne? I w końcu, cały album zamyka utwór Day One. Po krótkim namyśle – to chyba jest numer jeden z całego tego krążka. Znakomita produkcja, fenomenalny wokal. Day One zdecydowanie mógłby być utworem promującym filmy o Jamesie Bondzie – czuć tu swoistego ducha bondowskich filmów, prawie tak jak w Skyfall Adele. Kompozycja jest pełna agresji, negatywnych uczuć, walki samym z sobą. Zdecydowanie – chociażby dla tego jedynego utworu – warto zapoznać się / zakupić wersję Deluxe albumu.

Tak, jak w Polsce mogę powiedzieć, że najlepszym debiutem roku 2013 jest krążek Dawida Podsiadło, tak za granicą o miano najlepszego debiutu walczą dla mnie Lorde oraz John Newman. W ostateczności, to jednak dzieło Newmana wydaje mi się lepsze. Krążek młodego Brytyjczyka doskonały jest pod każdym względem – znakomita produkcja, wiele użytych instrumentów, świetne melodie; do tego naprawdę dobre teksty i charakterystyczny wokal Johna.  W roku, kiedy krążki wielkich gwiazd (Katy Perry) rozczarowują mnie, debiutanci wychodzą na prowadzenie. Panie, panowie – Tribute Johna Newmana to jeden z najlepszych albumów roku 2013. Chapeau bas, czy jako to tam się pisze.

John-Newman-Tribute

Previous Lorde - Royals (2013), recenzja
Next Katy Perry - Prism (2013), recenzja