Królewna Śnieżka (2012)


Zła macocha każe zabić swoją pasierbicę – Śnieżkę. Litościwy Myśliwy daruje jednak życie młodej królewnie. Śnieżka poznaje siedmiu krasnoludków, którzy dwukrotnie ratują ją przed złymi poczynaniami macochy. Ta jednak znajduje w końcu sposób, by skrzywdzić Śnieżkę i daje jej do zjedzenia zatrute jabłko. Wtedy pojawia się Książę, z ust księżniczki wypada zatruty kawałek jabłka a Śnieżka budzi się do życia. Zło zostaje pokonane. Taka wersję opowieści o Śnieżce i siedmiu krasnoludkach znamy z baśni braci Grimm.

Mało znany reżyser, Tarsem Singh, postanowił nieco odświeżyć klasyczną baśń. W wersji Singha, w Królestwie również rządzi Zła Królowa (Julia Roberts), która jednak zmaga się z problemami finansowymi. Musi szybko poślubić jakiegoś bogatego księcia. Śnieżka (Lily Collins) w dniu swoich osiemnastych urodzin opuszcza zamek, by zobaczyć jak wiedzie się jej poddanym. Widzi biedę, ubóstwo i strach przed Potworem. Siedmioro krasnoludków zostało wygnanych do lasu, ponieważ byli “inni”. Tymczasem do Królestwa przybywa piękny i młody książę Walencji… (Armie Hammer)

Oglądając adaptację Singha aż chcę się powiedzieć: Spielberg czy Lucas zrobiłby z tego arcydzieło! Reżyserowi zabrakło niestety i warsztatu, i pomysłu na poprowadzenie historii. Scenarzyści Jason Keller V i Melissa Wallack to debiutanci. Da się to odczuć: dialogi są, jakie są – raz bardzo ciekawe i z polotem, to znów patetyczne, i moralizatorskie. Oglądałem wersję z polskim dubbingiem, nie mam więc pewności, że w oryginale dialogi są tak samo nierówne. Wydaje się jednak, że polskie dialogi są stosunkowo wiernym tłumaczeniem. Zwłaszcza, że próżno w nich szukać smaczków i odnośników do polskiej kultury, jakie znamy chociażby z polskich wersji filmów z zielonym ogrem. Zresztą nie warto ich nawet porównywać. W „Śnieżce” polski dubbing jest po prostu okropny. I nie chodzi już nawet o same dialogi, ale o ich aktorskie interpretacje. O ile Agatę Kuleszę jako Złą Królową dało się jeszcze jakoś znieść, o tyle Marta Żmuda-Trzebiatowska w roli Śnieżki i jej przesłodzony do granic możliwości głos, drażnił od pierwszego wypowiedzianego przez dubbingowaną bohaterkę zdania.

Pod względem fabularnym film jest znośny. Zastosowano kilka naprawdę ciekawych rozwiązań i zawirowań w stosunku do oryginalnej historii. Niestety, gdzieś pod koniec reżyserowi zabrakło pomysłu, tempa, finezji i konsekwencji. Nie pomogły ani przepiękne zdjęcia, ani tak wielbiona przeze mnie Julia Roberts. Nie pomogły też fenomenalne kostiumy. Nieuchronnie pojawia się tu skojarzenie z inną adaptacją klasycznej baśni – „Alicją w Krainie Czarów”  Tima Burtona, która podobnie jak „Królewna Śnieżka” była świetnie dopracowana od strony technicznej, zapomniano jednak o scenariuszu i fabule. Jeśli zatem już koniecznie chcecie zobaczyć Julię Roberts jako Złą Królową koniecznie wybierzcie się na seans bez polskiego dubbingu. Ten radziłbym omijać szerokim łukiem. Takim naprawdę szerokim.

Previous Jak upolować faceta (2012)
Next Kobieta w czerni (2012)
  • Widziałam ten film w kinie i również w wersji dubbingowanej. Ja osobiście uważam, że choć głosy niekiedy nie są aż tak perfekcyjne, to zdecydowanie jest to lepszy dubbing niż przy innych produkcjach aktorskich. Ja tę formę toleruję jedynie w animacjach, jeżeli pojawia się w filmach to ciężko to znoszę, aczkolwiek tutaj nie było to dla mnie aż tak wielkim mankamentem.

    Film również uważam za średni. Choć efekty i kostiumy powaliły mnie na łopatki- jak zawsze przy takich produkcjach. Nie mogłam zdzierżyć Lily Collins więc aż boję się co to będzie z „Darami Anioła” z nią w roli głównej… Julia Roberts była o wiele lepsza.

    Sama historia nie podchodzi mi za bardzo, ale zastanawiam się czy faktycznie ta dobrze znana wersja Śnieżki to wierna kopia Grimmów. Jak wiemy baśnie przez wiele lat ewoluowały więc nigdy nie wiadomo 🙂 Osobiście czekam na inną wersję Śnieżki, tą gdzie Złą Królową zagra Charlize Theron 🙂 Ale ta wersja komediowa jest całkiem całkiem 🙂

    Pozdrawiam ;*

  • Ja aby uniknąć dubbingu, który w naszych rodowych produktach jest dramatyczny udałem się na oryginalną wersję. Niestety i tak byłem bardzo rozczarowany. Podobała mi się jednak ostatnia scena, przy napisach końcowych.