Mroczne cienie (2012)


Miałem opory przed pisaniem tej recenzji. Bo to tak jest, czekasz na jakiś film nie wiadomo ile, po czym oglądasz go i… kicha. I nie wiadomo, co ze sobą począć, kto zawinił: reżyser czy może ty miałeś zbyt wygórowane oczekiwania. Nie wiem jak jest w przypadku „Mrocznych cieni” Tima Burtona, ale ja naprawdę wiele nie oczekiwałem…

Bohaterem tego dzieła jest Barnabas Collins (nie kto inny a Johnny Depp). Jego historia rozpoczyna się jeszcze na długo przed właściwym czasem trwania akcji filmu: około XVIII wieku. Barnabas ma pecha, bo zakochuje się w nim zła czarownica, Angelique Brouchard (Eva Green). Bez wzajemności. Angelique z zazdrości i złości rzuca klątwę na bohatera – zmienia go w wampira i zamyka w trumnie. Collins budzi się dwieście lat później, we wczesnych latach siedemdziesiątych XX wieku. Wiele się pozmieniało prócz jednego – czarownica Angelique wciąż ma na niego ochotę.

Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, ale problemem tego filmu był i Johnny Depp, i Tim Burton.

Depp już się przejadł i mam wrażenie, że od kilku filmów – „Piraci z Karaibów”, „Sweeney Todd”, „Alicja w Krainie Czarów” aż w końcu właśnie „Mroczne cienie” – aktor gra tę samą postać. Szalonego dziwaka z rozbuchaną gestykulacją i zwariowanymi kostiumami. Za pierwszym, drugim czy nawet trzecim razem to przeszło. Była to jakaś świeżość, jakaś odmiana. Ale ile razy można? Ile razy można odtwarzać tę samą postać – lekko zmienioną, z nową historią i w innych lokacjach?

Natomiast Burton chyba padł ofiarą samego siebie. A mianowicie – tworzył zwariowane, kreatywne i „dziwne” filmy i teraz dostając nowe scenariusz próbuje je jeszcze bardziej udziwniać, zmieniać i na siłę „burtonować”. W ten sposób staje się to nieznośne, niestrawne – i o ironio – właśnie mało „burtonowskie”. Narzekałem przy „Alicji w kranie czarów”, ale teraz to już brak mi słów. Gdzie się podział dawny Burton? Gdzie są te urocze, proste historie ze wspaniałymi scenariuszami, rozbudowanymi postaciami i „burtonowskim” urokiem? Nie ma tego na pewno w „Mrocznych cieniach”. Film jest za bardzo skomplikowany, rozdmuchany i przerysowany. Wszystkiego tutaj jest po prostu za dużo.

Burton popełnił również jeden z błędów, którego mu nigdy nie wybaczę: Helena Bonham Carter. Aktorka wybitna, genialna i w ogóle. Reżyser w „Mrocznych cieniach” dał jeszcze więcej Johnny’ego Deppa, zatrudnił Michelle Pfeiffer, a to wszystko kosztem Heleny, która już nie była postacią drugoplanową (jak zwykle do tej pory). Teraz stała się w ogóle postacią trzecio-, a nawet czwartoplanową. Nie Burtonie, nie. Chcemy filmu z Heleną w roli głównej. Ona na to zasługuje! Z „dawnym” Burtonem i rolą pierwszoplanową może nawet powalczyłaby o tak zasłużonego dla niej Oscara! Wspominając jeszcze Pfeiffer – na plus odmiana, ale i tak film zdominował Depp.

Historia w „Mrocznych cieniach” na pewno byłaby interesująca, gdyby potraktowano ją sprawiedliwie: uproszczono, dano wszystkim aktorom tyle samo miejsca na ekranie (niektórych nawet można by się pozbyć, bo byli zbędni…). A tak po raz kolejny mamy One-Man ‘Depp’ Show. Rozczarowanie One More Time.

Previous Co z tą Ligą Sprawiedliwości?
Next Faceci w czerni (1997) / Faceci w czerni II (2002)
  • Justyna Piec

    musze na to iśc;p zaciekawiło mnie to ;D !

  • Maks Zawadzki

    Tak. Świetny film ale grzywka Johnego mnie denerwowała xD

  • Kuba Skowron

    chujowe jak stopięćdziesiąt .

  • Jagna Jakubowska

    oglądałam i gdyby nie aktorzy film byłby nie fajny…

  • Pankracy Antosik

    niestety zgadzam się z recenzentem…

  • Asia Dankowska

    kiedy ten wampir skakał z tego wdowiego wzgórza to aż krzyknęłam „jestem hardcorem”

  • Ania Lisek

    tak złe, że aż dobre

  • Kasia Grzejda

    mega inteligentny, typowo burtonowski, super! 🙂

  • Ola

    wedlug mnie Johnny byl jak zawsze swietny. Jedyne z tej recenzji z czym sie zgadzam to fakt ze Helena zagrala za malo a jest fantastyczna aktorka i zasluzyla na wieksza role w tym filmie. Mysle ze Burton chcial zrobic wlasnie taki film i nie minal sie z celem. Jak najbardziej film jest udany.

  • Ja niestety też się nie zgodzę, albo może inaczej, zgodzę się w pewnym stopniu. Jest to z pewnością jeden z słabszych filmów duetu Burton-Depp, ale ich słaby film i tak jest dobry 🙂

    Pozdrawiam.

  • kih

    Johnny Deep i horror to duet jak flip i flap 🙂 Fantastycznie radzi sobie w każdym filmie grozy moim zdaniem. Recenzje jakie zebrał po Edwardzie Nożycorękim są tego najlepszym dowodem. Filmu niewidziałem, wiąże z nim mimo to duże nadzieje. Jest super reżyseria i super aktorzy. Z tego, co widzę, to chyba to niestety nie wystarczyło. Obejrzę i chętnie się przekonam.