Mroczny Rycerz powstaje (2012)


Przecież można było przewidzieć, że Nolanowi trudno będzie zrobić film tak doskonały jak „Mroczny Rycerz”. Ja się modliłem tylko, aby zrobiło film tak samo dobry, niekoniecznie lepszy. Zrobił. Z małymi wyjątkami, ale zrobił.

Historii ukazanej w „Mrocznym Rycerzu” mija osiem lat. Osiem lat bez Batmana, ale za to z wiarą w Harveya Denta. Gotham nie potrzebuje Batmana, bo nie ma już przemocy. Ale zniknął nie tylko Batman, ale również Bruce Wayne, który nie może się otrząsnąć po śmierci ukochanej. Tymczasem osiem lat sielanki zostaje przerwane przez zamaskowanego złoczyńcę o pseudonimie Bane (ang. zguba, zmora, zakała).

Zazwyczaj wszelakie recenzje zaczynają się od słodzenia danemu filmowi i właśnie w tym momencie ludzie przestają ją czytać. To ja zacznę od wad i moich uwag, co by było ciekawiej. Ale… Wad jest mało. Właściwie to jest jedna, ale za to wielka. Brak odwagi, panie Nolan. W wielu miejscach zabrakło reżyserowi odwagi.

<!!! — spoilery, nie oglądałeś, nie czytaj — !!! >

Przede wszystkim złamanie kręgosłupa Brucowi było strasznie nijakie, strasznie błahe, a wyzdrowienie jeszcze bardziej proste. Jednak najbardziej nie podobało mi się zakończenie. Gdyby zakończyło się w momencie wybuchu bomby byłbym pod wielkim wrażeniem, oto Nolan zabił Batmana i skończył serię w taki sposób, w jaki jeszcze nikt nie pożegnał się ze swoim bohaterem. Ale nie, trzeba było zrobić cukierkowe i jednoznaczne zakończenie, aby nie było zbyt smutno i przygnębiająco. Niefajnie, gdyby było tak jak piszę, dałbym maksymalną notę.

<!!! — koniec mocnych spoilerów — !!! >

Ta część nie była również tak bardzo dopracowana jak jej poprzednik. Więcej tu było pójścia na skróty, więcej scen, gdzie po prostu musimy uwierzyć reżyserowi na słowo, więcej scen, które po prostu były głupie i niedorzeczne. Oczywiście, „Mroczny Rycerz” również posiadał takie elementy, jednak były one mniej widoczne, bardziej przykryte tym, co zachwycało. Przy „Mroczny Rycerz Powstaje” momentami miałem wrażenie, że Nolana ktoś poganiał, ktoś dał mu za mało czasu na napisanie scenariusza i nakręcenie dopracowanego filmu. Niektóre rzeczy zrobione są tak jakby za szybko i na kolanie.

Ale! Tu trzeba narysować i namalować wielkie „ale”. To, co u Nolana wytykamy i na co psioczymy, to u innych reżyserów blockbusterów byśmy chwalili i wznosili zachwyty. Christopher Nolan to zupełnie inna bajka wśród reżyserów filmów letnich, u niech błędy tu i innych zalety. Nikt z obecnie nagrywających reżyserów nie jest w stanie wznieść się na takie wyżyny intelektualizmu, dramatyzmu, genialności i epickości jak Nolan.

Mroczny Rycerz powstaje” to zdecydowanie najlepszy letni film ostatnich lat. Śmiało można go postawić obok swojego poprzednika, „Avatara” oraz tegorocznych „Avengersów”, mimo, że wspomniane dwa filmy na A to zupełnie, co innego niż trylogia Nolana.

Film trwa 2 godziny i 45 minut, a ja czułem się jakby to była jakaś godzinka, może nawet mniej. Jak przymknąć oko na to, o czym napisałem dwa akapity wyżej to zachwyca wszystko. Przede wszystkim epickie sceny, począwszy od ataku na samolot, a kończąc na scenie z wysadzeniem kanałów Gotham City. Epickich scen jest tu mnóstwo. Zachwycają efekty wizualne – nienachalne, dopasowane i widowiskowe. Krew w żyłach mrozi muzyka Hansa Zimmera, która w tej części jest chyba najlepsza i najlepiej buduje atmosfera. Zimmer obok Nolana staje się drugim reżyserem filmu, to on współbuduje tutaj atmosferę widowiska, to on poskreśla, to co ma być podkreślone. Najbardziej zachwyciły mnie zabiegi kompletnie wyciszonej muzyki, momenty w których skupienie sięga zenitu.

W końcu trzeba też powiedzieć o tym, co w Nolanowych produkcjach zawsze jest genialne: aktorzy. Dobór, poprowadzenie, sceny… To Nolan nad wszystkim czuwa i to dzięki temu nie ma to żadnych błędów. Wiele było tu kreacji niezapomnianych i mam trudność z wybraniem tej najlepszej, tej o której napiszę najpierw. Ale skłonię się ku Michaelowi Caine’owi, odtwórcy Alfreda. W dwóch poprzednich częściach aktor był jedynie tłem dla Christiana Bale’a (Bruce Wayne/Batman) jednak teraz mam wrażenie, że go przerósł. Ja bym co najmniej oponował za nominacją do Oscara drugoplanowego, bo to naprawdę było dobrze zagrane. Idąc dalej: Anne Hathaway. Kolejna, która przerosiła Bale’a. Postać, którą zagrała to zupełnie inna Catwoman niż Michelle Pffeifer („Powrót Batmana”, 1992), a właściwie Selina Kyle, bo słowo Catwoman nie pada w filmie ani razu. Selina jest zabawna, ponętna, sprytna i zadziorna. Hathaway po raz kolejny pokazała, że aktorką zwykłą nie jest i jeszcze nie raz o niej usłyszymy (i to dosyć prędko, jedna z głównych ról w „Nędznikach / Les Misérables” Toma Hoopera – reżysera „Jak zostać królem” – została powierzona właśnie jej).

Niestety, ale nie podobał mi się główny oponent Batmana – Bane (Tom Hardy). Być może ja wciąż mam w pamięci Jokera Heatha Ledgera i oczekiwałem czegoś podobnego, nie mniej jednak w trailera i zapowiedziach, postać Bane’a była budowana jako złowroga i taka, która by przerażała. Nic takiego nie miało miejsca, początkowo – owszem – był przerażający i charyzmatyczny, jednak z minuty na minutę rósł jego patetyzm. Swój poziom maksymalny osiągnął wypowiadając do Batmana Your Punishment Must Be More Severe A dalej już było tylko gorzej, bo postać tę totalnie spłaszczono na rzecz pewnej osoby, o której tu mówić nie będę, bo jest to jeden z naprawdę świetnych i szokujących zwrotów akcji.

Nie ma co pisać dalej, bo resztę znamy: Christian Bale odgrywa to, co ma odegrać, ale dużego pola do popisu nie ma, Gary Oldman czy Morgan Freeman jak zwykle świetni. Bardzo mało miejsca na ekranie poświecono Marion Cotillard, którą uwielbiam od czasów, gdy zagrała Edith Piaf. Jej romans z Brucem Waynem był totalnie niedorzeczny i chyba dopisany naprędce.

Co dalej? Rozwiązań i możliwości jest wiele, a to dziwne i mało odważne zakończenie Nolana pozwala praktycznie na wszystko: ciekawe kontynuowanie historii („Batman 4”), spin-off z historią nie-powiem-kogo-ale-pewnie-się-domyślacie czy w końcu reebot, co uważam za najmniej sensowne. Pewne jest jedno, skoro nakręcili od nowa „Spider-Mana” to na pewno za kilka lat ktoś nakręci od nowa / lub kontynuuje Batmana. Christopher Nolan jednak oświadczył, że dla niego to koniec przygody z człowiekiem-nietoperzem.

Podsumowując, „Mroczny Rycerz Powstaje” to film prawie tak dobry jak „Mroczny Rycerz”, ale mnie to nie boli. Ja wiedziałem, że tak będzie i ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony. To były dwie godziny i 45 minut epickiego kina, które wgniotło mnie w fotel, które zachwyciło, powaliło na kolana i co tam jeszcze da się napisać. Był to film tak cudowny i tak rzadki w kinach, że mam ochotę iść na niego raz jeszcze – a to zdarza mi się po raz drugi albo trzeci. To absolutne must-see dla każdego fana kina. Mimo kilku niedopaczeń i spartolonego zakończenia jest to arcydzieło naszych czasów.

Podsumowując również trylogię Christophera Nolana – do dwóch trylogii, które wielbię, cenię i wracam przynajmniej raz w roku – stara trylogia „Star Wars” oraz „Władca Pierścieni” – dołącza właśnie trylogia numer trzy: Batmany Nolana.

Previous Niesamowity Spider-Man (2012)
Next Ewelina Lisowska - Ewelina Lisowska EP (2012), recenzja
  • pecet

    >epickiego kina
    >epickiego

    przestałem czytać w tym miejscu

  • „A dalej już było tylko gorzej, bo postać tę totalnie spłaszczono na rzecz pewnej osoby, o której tu mówić nie będę, bo jest to jeden z naprawdę świetnych i szokujących zwrotów akcji.”

    Dobry zwrot akcji to był w 6 zmyśle, Wyspie Tajemnic, Pile czy Se7en. Tutaj była powtórka z rozrywki, odgrzewany schab i pójście na łatwiznę.

  • Jakub Leon Śliwicki

    Polecam z całego serca najnowszą część o Mrocznym Rycerzu Gotham, film jak dla mnie jest dziełem genialnym, mimo że brak dynamiki na początku filmu może przynudzić wszystko się wyrównuję i jesteśmy karmieni perfekcyjnym kinem akcji. Perfekcyjna rola Catwoman, idealny Batman (jak zawsze) plus Bane, który mnie po prostu onieśmielił stworzyły mieszankę tak ciekawą, interesującą i wybuchową, że musiałem pójść jeszcze raz do kina. Świetna muzyka, świetna gra muzyką, ciężki sugestywny klimat Gotham City, interesująca fabuła, świetnie nakręcone sceny. Kino naprawdę godne polecenia bardzo dobre zwieńczenie trylogii o Batmanie, pełna zaskakujących zwrotów akcji , interesujących postaci i zabawek Mrocznego Rycerza.

    Jak dla mnie 9/10 naprawdę polecam 🙂 jedne z lepiej wykorzystanych 165 minut mojego życia

  • Michał Kawa

    polecam! Swiena obsada, szczegolnie Catwomen zostala zarysowana perfekcyjnie, do tego niesamowity soundtrack i po prostu ciekawa fabula 🙂