Nelly Furtado – The Spirit Indestructible (2012), recenzja


Parę dni temu Nelly Furtado wydała swój piąty studyjny album The Spirit Indestructible (czwarty anglojęzyczny). Promują go single Big Hoops (Bigger the Better),   Spirit Indestructible oraz Parking Lot. Ms. Furtado pokazuje nam, co znaczy być open-minded.

It’s overall, quite a simple, at times juvenile album that was very liberating to create and gave me immense joy. – Nelly Furtado o albumie.

W lutym tego roku światło dzienne ujrzał singiel Big Hoops (Bigger the Better). Ci, co go usłyszeli od razu zaczęli narzekać, a że co to jest, aż inne, dziwne… Ja byłem zachwycony. Od samego początku. Utwór był zadziorny, nowatorski… no i to Nelly, Nelly Furtado za którą bardzo się stęskniłem. Ludzie jakby niezauważyli jej hiszpańskojęzycznego albumu Mi Plan (który kocham), i sądzą, że Furtado wraca po 6 latach (bo 6 lat temu miał premierę album Loose). No niech będzie, 6 lat temu premierę miał pełny anglojęzczyczny album  Nelly. Od tamtego czasu zmieniło się wiele, bardzo wiele.

Artystka

Nelly Furtado postawiła na bycie sobą i bycie artystką. Artystką przez bardzo duże A. Krążek The Spirit Indestructible to nie kolejne podążanie za trednami, krążek The Spirit Indestructible to stanowienie nowych trendów. Furado nie boi się eksperymentować. Kolejne utwory są świeże, interesujące i przede wszystkim zaskakujące, pełne pasji i ekspresji samej siebie.

Wybrane single – od wspomnianego Big Hoops (Bigger the Better) poprzez Spirit Indestructible i Parking Lot nie oddają do końca ducha albumu. Może Parking Lot powoli naświetla już, co Furtado zawarła na swoim najnowszym wydawnictwie, ale tego jest dużo, dużo więcej. Nie mniej jednak nie można niezauważyć, że Spirit Indestructible to jeden z ważniejszych utworów na krążku, prawdopodobnie z najbardziej ambitnym tekstem.

This beat is sick

Album jest pełen niespodzianek. Począwszy od High Life, wspaniałego, frywolnego i mądrego High Life (z kompletnie niepotrzebym featuringiem, utwór bardziej sprawdziłby się jako tylko Nelly). Swoją drogą to High Life widziałbym w roli kolejnego singla, ewentualnie Waiting for the Night, o którym za chwilę. High Life ma ostry, mocny bit. Jego swoistą kontynuacją wydaje się być utwór Hold Up, który znajdziemy na wersji Deluxe Edition krążka. Bit jest bardziej podkręcony, wyostrzony. A w jednym i drugim kawałku wokale Nelly nienaganne.

Wspomniane Waiting for the Night jest utworem idącym w stylistkę dance, przypomina mi nieco wcześniejszą kolaborację Furtado z Tiesto – Who Wants to Be Alone.

Symfonia

Trzy utwory następująca po sobie – Miracles, Circles i Enemy są jakiby ze sobą scalone i brzmią jak trzyodcinkowa symfonia. Nie dlatego, że są podobnie do siebie – wręcz przeciwnie – ale po prostu stylistycznie komponują się jako początek, środek i mocny finał. W Enemy docenić zdecydowanie trzeba wokal Nelly – silny i pod koniec utworu idący bardzo w górę.

Na uwagę zasługuje również ostatni utwór ze standardowej wersji albumu – Believers (Arab Spring). Trochę szybszy i dynamiczniejszy, ale z ważnym tekstem i znów znakomitym wokalem Furtado.

Jeszcze więcej piosenek

Wersja Deluxe Edition oferuje nam sześć dodatkowych utworów – wraz ze wspomnianym wcześniej już Hold Up. Tutaj do gustu przypadły mi dwa utwory – Don’t Leave Me, utwór zdecydowanie w nucie regaee jednak wokal Furtado jest smutny, więc jest to swoiste odwrócone regaee. Natomiast Be Ok wraz z młodym artystą, Dylanem Murrayem, którego wyraźnie Furtado chce wypromować – to istny chillout. To jest taki utwór, którego słuchając od razu robi ci się cieplej na sercu, buzia się uśmiecha. Wokale Nelly i Dylana idealnie ze sobą współgrają. I tekst też jest piękny.  Ostatnie dodatki to kolejne eksperymenty artystki. Thoughts zostało nagrane z Kenijskim chórem chłopięcym. Wersja standardowa to akustyczny i krótki utwór (tylko 2:43), ale bardzo przyjemny. Jest też druga wersja tego utworu – w remiksie Tiësto. Ciężko to jednak nazwać remiksem, bo słyszac remiks ludzie myślą o umcyk umcyk. Natomiast duński DJ zrobił z tego utworu standardową produkcję – nieakustyczną jak pierwotna wersja.

Nelly Furtado potrafi jednak rozpieszczać swoich fanów. Oprócz 12 utworów w wersji standardowej i 18 utworów w wersji Deluxe Editon, poszczególne kraje dostały kolejne utwory. I tak w Niemczech bonusem został utwór Cry – spokojna ballada, jednak mi nie przypadła do gustu. W Wielkiej Brytani album poszerzono o utwór Skylight, dancową kompozycję przypominającą Waiting For the Night. Przyjemny utwór. W Japonii (a także kupując album przez iTunes) cieszyć się można dwoma utworami więcej – słabym Soak It Up oraz zabawnym Play. I w końcu wszystkie inne kraje otrzymają dodatkowo utwór End Game, którego tytuł brzmi proroczo, jednak jest to bardzo dobry utwór i szkoda, że tak mało osób go usłyszy. Nadawałby się na normalną wersję albumu.

Tak się nagrywa albumy

Podsumowując, Nelly Furtado po raz kolejny pokazała, że nie jest byle jaką artystką. Nie podąża ślepo za trendami i nie nagrywa tego, co akurat dobrze się sprzeda. Furtado dała nam dwadzieścia cztery nowe utwory  gdzie praktycznie żaden z nich nie rozczarował. Każdy z nich na swój sposób jest świeży, interesujący i nowatorski. To jest to, co kocham w artystach, prawdziwych artystach – gdy nagrywają to, na co mają ochotę, a nie to, co odniesie sukces. Brawo Nelly, brawo.

Previous Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów 3D (2012)
Next Maria Peszek - Jezus Maria Peszek (2012), recenzja
  • Jula

    Napiszcie co myślicie o nowym albumie Agnes – Veritas. Recenzja Nelly fajna, zgadzam się  w wielu przypadkach. Bardzo dobrze, że nie poszła w jakiś dance i robi to co jej się podoba. O to nam chodzi :>

  • Pingback: Artykuły / wywiady / wycinki z gazet / Nelly w sieci - Nelly Furtado Official Fan's Forum()

  • Rzetelnie drogi redaktorze. Kiedy pisze się o piosenkach a nie o plotkach i wynikach. Wiedział Pan o czym pisał. Tutaj jednak nasunęła mi się pewna myśl,  otóż mówi się, że jest to piąta a czwarta płyta Nelly Furtado w języku angielskim co jednak nie jest do końca prawdą. Fakt jest taki, że Nelly nie wydała ani jednego albumu w jej życiu w pełni po angielsku. Nawet na Loose jest sporo języka latino i muzyki a i na poprzednich płytach występuje jej rodzinny język portugalski 😀 Zatem Nelly nigdy nie wydała w pełni angielskojęzycznego albumu 😀

    • Pierwsze słyszę żeby nie określać płyty mianem ‚anglojęzycznej’   tam gdzie w innym języku jest jedna czy dwie piosenki. 

      A co do płyty, to dla mnie jest średnia, na razie mnie nie porwała. „Folklore” pozostaje moim ulubionym albumem Nelly.