Niesamowity Spider-Man (2012)


Między ostatnim filmem Joela Schumachera o Batmanie  („Batman i Robin”, 1997), a pierwszym filmem Christophera Nolana („Batman – Początek”, 2005) minęło osiem lat. Między pierwszą trylogią Star Warsów (tzw. „starą trylogią”) a drugą (tzw. „nową trylogią”) minęło lat szesnaście. Między trzecią a czwartą częścią „Mission Impossible” minęło siedem lat. Między trzecią częścią „Szklanej pułapki”, a czwartą – rozpoczynającą nową trylogię – minęło dwanaście lat. I można by tak dalej wymieniać w nieskończoność, a po co to piszę? Bo właśnie chyba pobito rekord w najszybszym odgrzewaniu kotleta – ostatnia część trylogii Sama Raimiego o Spider-Manie miała premierę w 2007 roku, natomiast tydzień temu zadebiutował „The Amazing Spider-Man”, reset serii z nową obsadą, reżyserem, scenarzystą i całą ekipą realizatorską. Po co?

Historia jest ta sama – od tej z 2002 roku różni się drobnymi szczegółami. Oto jest Peter Parker (Andrew Garfield), taka licealna sierota, która jakoś się trzyma, aczkolwiek obrywa od tzw. rzezimieszków. Jest też Gwen Stacy (Emma Stone), obiekt westchnień Parkera (to ta różnica, bo u Raimiego mieliśmy od razu Mary Jane). Jest ugryzienie radioaktywnego pająka, jest bad guy – tutaj Jaszczur. Ale po co?

Pytanie „po co?” to pytanie-klucz. Film jest świetny. Naprawdę. Nie ma się czego uczepić, jako letni blockbuster – piątka z plusem (bo to nie Batman). Nie jest to film jakoś strasznie debilny, nie ma miliarda dziur scenariuszowych, się nie dłuży, ma fajne efekty specjalne i Emmę Stone. Ale po co? Po co nagrywać od nowa tę samą historię, ale z innymi aktorami i reżyserem? Początkowe przecieki mówiły, że obraz Marca Webba miałby być bardziej mroczny i niejako czerpać z „The Dark Knight” Christophera Nolana (stylistyką, realizmem). Tak się jednak nie stało, bo owszem „Niesamowity Spider-Man” jest ciemniejszy i bardziej ponury niż „SpiderMan” Sama Raimiego, nie mniej jednak nie brakuje mu również fajnego humoru i scen rozluźniających. Zatem pytanie – po co? – wciąż aktualne.

Druga moja rozkmina – budżet. Raimi się rozpędził na kolejne filmy ze swojej trylogii wydawał coraz więcej (część 1 – 140 mln $, druga – 200 mln $, trzecia – 258 mln $). Ten argument jednak też można obalić, bo Marc Webb na „Niesamowitego Spider-Mana” wydał 230 milionów dolarów (zwróci się, bo przez pierwsze sześć dni film zarobił już 140 mln $). Odrzucam również wszelakie argumenty jakoby ktoś z wcześniejszej obsady nie chciał zagrać – odpowiednia gaża na pewno by przekonała każdego.

Nie mam więc już pomysłów, ktoś po prostu chciał od nowa nagrać historię o Spider-Manie i jeszcze raz na niej zarobić. No cóż, niech im będzie. A film się udał, tego nie można nie powiedzieć. Przede wszystkim Andrew Garfield i Emma Stone jako główna para są znakomici. Szczególnie Garfield – mówiłem już podczas „The Social Network”, że to będzie wkrótce wielka hollywoodzka gwiazda. Stone też dobrze sobie radzi – chociażby rolą w „Służących” pokazała, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy. Owej dwójce – w stworzeniu chemii między nimi i realistycznym odtworzeniu swoich postaci – pomógł na pewno fakt, że na planie filmowym zakochali się w sobie. 🙂

Zatem co tu dużo mówić – jeśli ktoś przepada za tym komiksem to i ten film przypadnie mu do gustu. Niczego mu nie brakuje – może poza świeżością, którą posiadał film Raimiego z 2002 roku. A już za dwa lata druga część w reżyserii Webba, bo oficjalnie potwierdzono już, że jest to początek nowej trylogii. 🙂

Previous Haley Reinhart - Listen Up! (2012), recenzja
Next Mroczny Rycerz powstaje (2012)
  • Ten film zdecydowanie bardziej oddaje ducha komiksów. Peter Parker nie jest taką ciepła kluchą, jak w filmach Raimego. Nie strzela z ręki siecią, tylko za pomocą zmodyfikowanego zegarka. O ile dobrze kojarzę miał tylko taką możliwość kiedy posiadał symbiota i to on wytwarzał wtedy sieć, ale mogę się mylić.

  • Pingback: Lipiec i sierpień w kinie [Łukasz Mantiuk, prywatnie]()

  • Pytasz „po co? ” Odpowiadam – dla kasy, ot co! Może też dla poprawienia jakości filmowych adaptacji tego komiksu. Cóż, poprzednie filmy najciekawsze nie były.
    Dwayne

  • Film przypadł mi do gustu i to bardzo! Duet Stone i Garfield rewelacyjny. Ta produkcja zdecydowanie lepiej oddaje komiksowego Spider-mana i właśnie to tak bardzo mi się podobało. Pozdrawiam.

  • Pingback: Wrzesień i październik w kinie [Łukasz Mantiuk, prywatnie]()