Rey dołącza do Luke’a Skywalkera, by zostać rycerzem Jedi. Razem odkrywają tajemnice Mocy i sekrety przeszłości. Konflikt pomiędzy First Order, a Ruchem Oporu narasta. Rey odkrywa więź łączącą ją z Kylo.

To już ósmy epizod Gwiezdnych Wojen, drugi w nowej, trzeciej trylogii. Jestem olbrzymim fanem całej sagi, dlatego bardzo mocno wyczekiwałem tego filmu i miałem duże nadzieje. Wydaje się, że film Riana Johnsona wszystkie je spełnił.

Ostatni Jedi to ponoć najdłuższe dzieło w historii Star Warsów, a ja nie dało się tego wyczuć w ogóle. Usiadłem w fotelu, minęło kilka chwil i już koniec. A działo się bardzo dużo – dużo i intensywnie. Mieliśmy bardzo dużo pięknych scen, sporo zaskoczeń a i zwrotów akcji, piękne pożegnanie (kilkukrotnie) Carrie Fisher, a wszystko to zrobione i z rozmachem, i z wyczuciem.

Na plus w filmie trzeba wymienić: relację Kylo Rena i Rey; rozwiązanie kim są rodzice Rey i fakt, że nie są nikim ważnym (zero odcinania kuponów od wcześniejszych filmów); zwrot akcji związany za równo ze Snoke’iem, jak i Luke’iem Skywalkerem pod koniec; przepiękne sceny i cudowne CGI – nie tylko podczas walk, ale i wszystkich scen towarzyszących. Na osobne zdanie zasługuje końcowe rozwiązanie i to jak pięknie pokazano to, co zrobiła Amilyn Holdo. Samo to rozwiązanie to również po części drobny minus, bo skoro teraz ktoś wpadł na ten pomysł, dlaczego nie można było wykorzystywać takiego sposobu walki wcześniej?

Na minus natomiast…. no tak, bo nie obyło się bez minusów. Nie przypadła mi do gustu postać Rose Tico, była wymuszona, sztuczna i kompletnie niepotrzebna. Taka typowa postać z filmów tego typu, nieoryginalna, nadająca się do filmów średniej klasy, a nie czegoś takiego jak Star Wars. Drugi minus to cała sekwencja, gdy Rose i Finn lecą na jakąś planetę, gdzie jest mnóstwo barwnych postaci oraz grany przez Benicio Del Toro – DJ. Owszem, wizualnie było to piękne, postacie ciekawe, jednak totalnie nie pasowało to do filmu, gdyby wyciąć, film również miałby sens (gdyby w jakiś inny sposób rozwiązać uzyskanie DJ-a lub równie dobrze Finn mógł znać sposób dostania się na statek First Order).

Podsumowując, to doskonały film, lepszy od The Force Awakens, na pewno lepszy od całej „Nowej Trylogii”, a i prawdopodobnie jeden z lepszych w całej historii Star Wars. To również cudowne pożegnanie Carrie Fisher i tak jakby „nowy początek”. W dziewiątej części nie będzie już żadnej postaci z oryginalnej trylogii, same nowe, dopiero co wykreowane (plus roboty i Chewbacca).

P.S. „In loving memory of our princess, Carrie Fisher” na końcu złamało serduszko po raz kolejny. 🙁

[review]
Obejrzane w kinie