X-Men: Pierwsza klasa (2011)


Nowy, lepszy start

X-Men First Class Seria o ludziach z dodatkowym genem X, czyli X-menach jest jedną z moich ulubionych w całym uniwersum komiksowym. Jej rozległość, zawiłość i mnogość postaci przebija wszelakie Super-many, Spider-many i tym podobne. I chociaż filmy nie są wybitne (póki, co, najlepszy film komiksowy to „Mroczny rycerz”) to ja je uwielbiam. Trylogia Briana Singera była w miarę równa (chociaż poziom wyraźnie spadł w „Ostatnim Bastionie”), natomiast spin-off „Wolverine” to kompletna porażka. A teraz przyszedł czas na prequel „Pierwsza klasa” w reżyserii Matthew Vaughna, twórcy „Kick-Assa” i „Gwiezdnego pyłu”.

Pierwsza klasa” opowiada o początkach dwóch głównych bohaterów – Charlesa Xaviera (James McAvoy) (później Profesor X) oraz Erika Lensherra (Michael Fassbender) (później Magneto). Początkowo przyjaciele, później wrogowie. Poznajemy ich losy, które doprowadziły do zniszczenia przyjaźni i opowiedzenia się po dwóch, przeciwnych stronach. Poznajemy również pierwszą generację uczniów Xaviera oraz pierwszych sprzymierzeńców Magneto.

Profesor XFilm Vaughna to nowa świeżość w ekranizowaniu komiksów. Widać inspirację Nolanem, bo podobnie jak w „Mrocznym Rycerzu”, tak tutaj, całość jest bardziej ludzka, rzeczywista niż komiksowa, przerysowana. Reżyser skoncentrował się na dokładnym pokazaniu psychiki bohaterów oraz ich historii niż na efektach specjalnych, pościgach i akcji. To obraz sensacyjny niż fantastyczny. Oczywiście nie znaczy to, że w ogóle zrezygnowano z efektów specjalnych czy z pokazywania mocy X-menów. Nie, nie, to nadal jest, ale pokazane w tak inteligentny i sprytny sposób, że nie razi a zachwyca. Efekty specjalne są tylko tam, gdzie rzeczywiście są potrzebne. Dla reżysera najważniejsza jest historia.

MagnetoZdecydowanie najlepszą rolę aktorską w tym filmie stworzył Michael Fassbender w roli Magneto. Rzeczywiście miał dużo do pokazania, bo Magneto to bardzo skomplikowana postać. Nie mniej jednak myślałem, że równie dobrze partnerować będzie mu James McAvoy. Zagrał dobrze, poprawnie, ale Fassbender skradł całe show. Osobiście miło się patrzyło również Rose Byrne pojawiającą się tutaj na drugim planie, jako agentka MacTaggert. Znam ją z genialnego serialu „Damages” i od tamtej pory pokochałem ją bezgranicznie. Ogólnie cała obsada spisała się bardzo dobrze.

Podsumowując, dzieją się dobre rzeczy. Wybrane ekranizacje komiksów nie są już miałkie, nijakie i dziecinne – powstaje kilka naprawdę dobrych, konkretnych i sensownych adaptacji, które ogląda się z przyjemnością. Taki właśnie jest „X-Men: Pierwsza klasa”. Teraz swoje nadzieje pokładam w ekranizacji „Kapitana Ameryki” (sierpień 2011) oraz finale trylogii Batmana w reżyserii Christophera Nolana, czyli „The Dark Knight Rises” (Lipiec 2012).

Moja ocena: 9/10

Previous Gnomeo i Julia (2011)
Next Kod nieśmiertelności (2011)
  • Parę słów:
    Spider-man również należy do Marvel-Universe.
    Batman i Superman to DC-Universe. To dwie różne rzeczy.

    Druga rzecz: Magneto i Xavier do końca pozostali przyjaciółmi. Kto śledził różne linie komiksów wie, że byli jednocześnie największymi przyjaciółmi jak i największymi wrogami. To nie jest tak, że przekroczyli magiczną granicę na jakiejś wysepce i coś się całkiem zmieniło.

    Po trzecie: Kapitan Ameryka jest IMHO o niebo słabszy od pierwszej klasy. Taki trochę nijaki i mdły. Ale to już pewnie zależy od osobistych preferencji.

    A, i twojej uwadze polecałbym jeszcze kolejną próbę ekranizacji Spider-mana (poza serią ostatnich filmów-porażek).

    • The Amazing Spider-Man z Andrew Garfieldem? Bardzo średnio jestem przekonany do tego….

      • Cóż, po doświadczeniach z poprzednimi ja również. Ale, podaję, że coś takiego się zbliża 😉

  • Seria o ludziach z dodatkowym genem X

    To tak na prawdę jest w tych komisach?